Kilka dni temu w swojej skrzynce e- mail znalazłam wiadomość od Wydawnictwa Literackiego. Co w niej było ?Bardzo ciekawy wywiad z Panią Katarzyną Michalak. Autorka opowiada w nim o swojej najnowszej powieści " Nie oddam dzieci", która swoją premierę miała 23 kwietnia. Teraz publikuję go na blogu.
Najmocniejsza, wstrząsająca i do bólu prawdziwa – oto długo oczekiwana
książka Katarzyny Michalak z obyczajowej „serii z czarnym kotem". Autorka opisuje mrożące krew w żyłach wydarzenia, wraża sprzeciw
wobec łagodnych wyroków dla pijanych morderców za kierownicą i
wspiera samotnych rodziców. Zapraszamy do
przeczytania wywiadu.

W najnowszej powieści opisuje pani sugestywnie skutki tragedii,
spowodowanej przez pijanego kierowcę. Dlaczego postanowiła zająć się pani
tym tematem?
Ze strachu, gniewu i bezsilności. Ja prowadzę bardzo ostrożnie i spokojnie.
Trzymam się przepisów, bo dlaczego niby nie? Od tego są. Mam prawo jazdy od
1999 roku i nie dostałam ani jednego mandatu, nie straciłam ani jednego punktu.
Można? Można. Co z tego jednak, że ja będę jechała jak zwykle ostrożnie z
dwójką dzieci „na pokładzie”, gdy zabije nas jakiś pomyleniec, których pełno na
drogach, gnający sto pięćdziesiąt po wąskiej dwupasmówce, naćpany albo pijany
do tego? I za zamordowanie – bo ja to nazywam nie wypadkiem, a morderstwem –
mnie i moich dzieci dostanie jakiś śmieszny wyrok w zawiasach, wyjdzie i będzie
zabijał dalej? Media zaczynają nagłaśniać wypadki spowodowane przez pijanych
albo naćpanych celebrytów. Nie piszą jednak o drugiej stronie medalu: sądach,
które za zabicie niewinnego człowieka zasądzają kilka lat w „zawiasach”. I nie
wiem, co wzbudza we mnie większy gniew: ci bandyci za kierownicą, czy ich
bezkarność „dzięki” naszym łagodnym, wyrozumiałym sądom…
Zastosowała pani bardzo drastyczne opisy wypadku samochodowego - czemu
sięgnęła pani po takie emocjonalne środki?
Drastyczny temat wymaga drastycznych środków. Nie da się śmierci młodej kobiety
i malutkiego chłopczyka opisać pięknie i łagodnie, niczym zachodu słońca nad
morzem. Bynajmniej nie sprawiło mi przyjemności opisywanie wypadku, było to dla
mnie tak straszne – szczególnie że cały czas w tym samochodzie widziałam siebie
i mojego synka - że ten jeden rozdział pisałam na raty: kilka akapitów, i
przerwa, bo ręce mi się trzęsły, a do oczu napływały łzy. Ale cała książka jest
mocna, bardzo mocna. Pisana brutalnym językiem, bo takim posługują się moi
antybohaterowie, czarno-biała, bez znieczulenia. Jednym słowem: jest prawdziwa.
Myśli pani, że ta powieść coś zmieni? Kimś potrząśnie?
Nie mam takich złudzeń. Jeżeli ktoś prowadził po pijaku, będzie to robił nadal.
Jeżeli jego rodzina na to pozwalała, nikt się nagle nie sprzeciwi. Żeby zmienić
cokolwiek, należałoby zacząć od siebie. Dam prosty przykład: moi synowie nigdy,
ale to nigdy nie widzieli mnie pijanej, naćpanej, czy palącej. Nie mówię, że za
kierownicą, po prostu nigdy. Gdy prowadzę, a oni jadą ze mną, bez przerwy, do
znudzenia „nawijam”: „O, tu jest ograniczenie prędkości, trzeba zwolnić. O,
teren zabudowany, zwalniamy! O, jak dobrze, że jechałam wolno, bo ten piesek
wpadłby mi prosto pod koła, a tak patrz, Patinku, zdążyłam zahamować”. Od
najmłodszych lat wdrukowuję moim dzieciom: jedź ostrożnie, trzymaj się
przepisów, zwalniaj. I to jest rola rodziców: to oni swoim przykładem
odpowiadają za przyszłe zachowania swoich dzieci. Jeśli syn widzi, że podpity
ojciec wsiada za kierownicę, kiedyś zrobi to samo, bo dlaczego nie. Jeśli córka
widzi, że matka siedzi obok pijanego kierowcy, sama w przyszłości również nie
będzie protestować. I to ciche przyzwolenie plus śmieszne kary za jazdę po
pijanemu są powodem tragedii na drogach.
Główny bohater - doktor Sokołowski jako samotny ojciec musi walczyć o
prawa do opieki nad dziećmi. Co pani myśli o sytuacji samotnych ojców w Polsce?
Są niezwykle dzielni. Tak zresztą jak samotne matki. Nie to jednak w jego
sytuacji jest najgorsze, że sam musi poradzić sobie z wychowaniem trójki
dzieci. Znacznie gorszy jest fakt, że te dzieci „życzliwi” chcą mu odebrać, bo
on sobie nie radzi. Nie radzi sobie z własną żałobą, rozpaczą i depresją po
stracie ukochanej żony i synka, nie radzi sobie z rozpaczą i tęsknotą
osieroconych dzieci, wreszcie nie radzi sobie z opieką nad nowonarodzonym
maleństwem. Jest z tym wszystkim przeraźliwie sam i zamiast pomocy otrzymuje od
swoich bliskich cios nożem w plecy: wniosek o pozbawienie go władzy
rodzicielskiej. To co czuje w tym momencie matka, czy ojciec, który kocha swoje
dziecko jest… nie do opisania.
Czy polskie społeczeństwo nie jest przygotowane udzielanie takiej
pomocy?
W Polsce samotnym rodzicom nie wolno się przyznawać do tego, że sobie nie
radzą. Bo zamiast wsparcia mogą otrzymać właśnie wezwanie do sądu. Szczególnie
mężczyznom jest trudno, bo oni przecież nie mogą sobie pozwolić na słabość,
poprosić o pomoc. Muszą być silni, dzielni i zaradni, tymczasem im jest ciężej
niż samotnej matce wejść w rolę jedynego opiekuna dzieci, w pojedynkę ogarnąć
codzienne obowiązki, skleić potrzaskaną rodzinę w całość. Nie mają prawa
pozwolić sobie na rozpacz, bezradność, czy depresję. Dla Polaków depresja nadal
jest wstydliwą chorobą, do której przyznawać się mogą celebryci, ale nie nasz
sąsiad, czy sąsiadka – oni natychmiast otrzymają łatkę „psychol”, a czy
„psychiczna” albo „psychiczny” może wychowywać dzieci? Wystarczy jeden
„życzliwy” i sąd orzeka pozbawienie władzy rodzicielskiej, odbiera kochającemu
rodzicowi dziecko, doprowadzając do jeszcze większej tragedii. Dlatego radzę
samotnym matkom i ojcom: zaciśnijcie zęby i nie dajcie się. Walczcie o dzieci,
o swoje rodziny. Pamiętajcie, że choć dziś jest trudno, że czasem brak już sił,
po nocy nadejdzie nowy dzień...
Zwraca pani też uwagę na problem bezduszności sytemu sądownictwa i
niewydolność systemu opieki społecznej – czy w Polsce jest aż tak źle?
Nie wiem, czy tylko w Polsce, bo przygotowując się do tej książki zgłębiałam
jedynie polskie statystyki, ale to co odkryłam przeraża: za zabicie po pijanemu
człowieka grozi bandycie od sześciu miesięcy (!) do dwunastu lat więzienia,
zazwyczaj sąd orzeka cztery lata w zawieszeniu. I odbiera nie samochód –
narzędzie przestępstwa, a prawo jazdy, z czego bandyci nic sobie nie robią,
rozbijając się po polskich drogach dalej. Gdy dotarłam do tych informacji
poczułam straszny gniew. I zadaję w tym momencie pytanie wszystkim sędziom w
Polsce: jeżeli ćpun za kierownicą zabije jutro twoje dziecko, twoją żonę, czy
twoją matkę też orzekniesz cztery lata w zawieszeniu? Także uznasz, że cierpiał
na „pomroczność jasną”? Również wypuścisz go i oddasz samochód, by zabijał
dalej? Jak łatwo orzekać łagodne kary, gdy tragedia dotyczy kogoś tam, a nie
was samych…
System opieki społecznej to zupełnie inna bajka, a czasami horror nie bajka.
Potrafi oddać małe, kilkuletnie dzieci rodzinie zastępczej, która te dzieci po
kolei morduje ze szczególnym okrucieństwem, a zabiera dzieci matce, która je
kocha i która dba o nie jak potrafi, tylko na przykład straciła pracę, popadła
w depresję i po prostu sobie nie radzi z codziennością. Zamiast pomóc takiej
kobiecie, wyrywa się jej z ramion dziecko krzyczące „Mamusiu ratuj mnie!
Mamusiu ratuj!”, zupełnie nie licząc się z tragedią tego dziecka i tej matki.
Nie wiem jak to zmienić, jestem całkowicie bezradna wobec systemu, mogę jedynie
o tym pisać. Więc napisałam.
Co chciałaby pani powiedzieć samotnym rodzicom?
Sama przez wiele lat wychowywałam syna. Bywało trudno i beznadziejnie. Pamiętam
poczucie bezsilności, rozpaczy, totalnego wyczerpania. Sama miałam ciężką
depresję po rozwodzie. Zdarzały się dni, gdy nie miałam siły wstać i iść. Ale
miałam przecież dziecko. Dla niego i tylko dla niego - bo dla siebie wtedy nie
znaczyłam nic - podniosłam się i wygrałam. Musisz znaleźć w sobie tę siłę. Dla
dziecka. Jeżeli stanie się najgorsze i odbiorą Ci córkę, czy syna, musisz
dotrwać do ich powrotu, bo… dzieci zawsze wracają do domu. Zawsze. Pamiętaj o
tym. I dotrwaj.
Jak Wam się podoba ten wywiad ? Czytaliście już książkę ? Jeśli tak podzielcie się wrażeniami.
Ps. Ostatnio jest tutaj bardzo cicho , ale mam bardzo mało czasu na czytanie, jakoś brakuje mi weny do pisania recenzji, a nie chcę wstawiać tutaj tylko tak zwanych zapychaczy. Kilka dni temu skończyłam czytać najnowszą książkę Cathy Glass " Nie zabierajcie mi dziecka" jutro zabieram się za jej recenzję. Mam za sobą także lekturę powieści " Dom na jeziorze". Tych dwóch tekstów możecie się spodziewać na blogu w najbliższym czasie. Miłego popołudnia Anne 18.