Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura podróżnicza. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 maja 2025

Książki o miejscach, w których byliście lub do których się wybieracie - kupujecie, czytacie ?

 Drodzy Czytelnicy. Dziś pytanie o książki podróżnicze dotyczące krajów, do których wybieracie się na wakacje lub w których już byliście. Jestem ciekawa czy czytacie publikacje dotyczące historii, zabytków, miejsc wartych obejrzenia np. w europejskich stolicach. 


źródło

W ostatnich latach na rynku wydawniczym pojawiło się sporo tego typu tytułów. Przykłady to między innymi Londyn po mojemu Macieja Worocha, Mój Rzym Magdaleny Wolińskiej- Riedi bądź Italia kraina kontrastów i różnorodności Włochy północne i część druga czyli Włochy południowe.   Jest też coś o Francji czyli Paryż o codziennym życiu nad Sekwaną Klaudii Fałat. 

Jest także mnóstwo przewodników pokazujących co i dlaczego warto odwiedzić.  Podobno są one pisane ciekawiej i inaczej, bo przecież jest  też kilkadziesiąt  blogów i kanałów w serwisie Youtube, gdzie być może wielu szuka inspiracji z którymi literatura podróżnicza  "przegrywa". 

niedziela, 13 października 2013

136. Martyna Wojciechowska Tajlandia

  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2012
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 128
  • Gatunek: literatura podróżnicza.
Tajlandia - azjatyckie państwo ze stolicą w Bankoku. Graniczy z Kambodżą, Laosem oraz Mijanmą. Większość z nas słyszała pewnie o różnych specjałach tamtejszej kuchni. Martyna Wojciechowska w poszukiwaniu ciekawych osób - bohaterek drugiego sezonu programu "Kobieta na krańcu świata" wybrała się właśnie do tego kraju.

Miała tam okazję poznać Macieng jedną z kobiet o tak zwanych "długich szyjach". Azjatka zawsze ma na sobie ogromne ilości ozdób. Od dziecka nosi na szyi i rękach ogromne, bardzo ciężkie i mało komfortowe obręcze. Są one dla tamtejszych kobiet symbolem piękna i oznaką poszanowania dla rodzinnych tradycji. Choć nikt nie zmusza do ich noszenia, już małe niespełna pięcioletnie dziewczynki proszą rodziców, aby im je założyli. Czy ta niecodzienna ozdoba przeszkadza w zwykłych domowych czynnościach? Kiedy i czy w ogóle można je zdjąć? Jaki jest powód tego, że niewiasty tak chętnie zakładają obręcze? Odpowiedzi na wszystkie zadane niżej pytania znajdziecie w kolejnej części mini serii "Kobieta na krańcu świata".

Odcinek poświęcony Tajlandii  pamiętam z TV. Nie mniej jednak lubię wracać do historii, które wcześniej przypadły mi do gustu, dlatego sięgnęłam po powyższy tytuł.  Podobnie jak w recenzowanej niedawno książeczce o Kenii, także i tutaj, oprócz historii życia kobiety czytelnicy znajdą także kilka innych informacji. Są ciekawostki, podstawowe dane geograficzne (powierzchnia, klimat, język urzędowy, religia czy waluta), porady dla podróżników oraz adresy ciekawych stron internetowych. Do tego należy dodać uwiecznione na fotografiach  najpiękniejsze, warte zobaczenia miejsca w odwiedzonym przez Wojciechowską państwie.
Na to, że tak pozytywnie odebrałam tę pozycję wpływa również rzetelność i profesjonalne podejście do tematu jakie pokazuje Pani Martyna. Dziennikarka za każdym razem, obojętnie czy widzimy ją na szklanym ekranie czy czytamy napisane przez nią książki, potwierdza, że to właśnie podróże są jej największą pasją.

Sposób w jaki "oprowadza" czytelnika bądź też widza po kolejnych zakątkach globu bardzo mi się podoba. Z kobietami, które spotyka rozmawia szczerze, pyta o to co ją zainteresuje, ale także o to co może zaintrygować potencjalnego czytelnika/widza.

Książkę tę z czystym sumieniem mogę polecić wszystkim sympatykom literatury i programów podróżniczych. Pozostałe mole książkowe raczej nie będą mogły znaleźć w niej zbyt wiele dla siebie. Jednak np. podczas wakacji, chyba wszyscy czytelnicy i czytelniczki mają ochotę na nieco lżejsze utwory. Wtedy taka pozycja pasuje idealnie. 


Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu G+J.
Książka zaliczana do wyzwań :
  • 52 Książki 2013. 

  •  Polacy nie gęsi- czytamy polską literaturę Edycja II. 



  • Czytamy serie wydawnicze. 


wtorek, 24 września 2013

135. Beata Pawlikowska Blondynka w Tanzanii

  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 93
  • Gatunek: literatura podróżnicza.
Kolejna literacka wycieczka w nieznane za mną. Tym razem, przy okazji lektury książki Beaty Pawlikowskiej, miałam szansę, choć przez chwilę, "pobyć" w Afryce, a ściślej mówiąc w Tanzanii. To niewielkie, powstałe z połączenia dawnych kolonii brytyjskich, państwo  kryje w sobie kilka ciekawych tajemnic. Autorka podczas kilkudniowego pobytu na Czarnym Lądzie miała możliwość polatać balonem, odbyć nocną wyprawę na tamtejszą sawannę oraz przeżyć inne równie interesujące przygody. To właśnie o nich opowiada swoim czytelnikom i czytelniczkom. Książka pomimo swych niewielkich rozmiarów może się podobać. Co prawda nie ma tam zbyt wielu informacji o samej Tanzanii, są to raczej typowe zapiski podróżnicze,  to  myślę, że ci którzy znają inne publikacje dziennikarki nie powinni czuć się rozczarowani. 

Wszystko dlatego, że znajdą w tej książce to, czego się spodziewają i na co czekają. Są zwięzłe opisy, autorskie rysunki i fotografie mieszkańców sawanny czyli zwierząt takich jak słonie, lwy, lamparty, hieny czy nawet pawiany. Wszystkie zdjęcia opatrzone są komentarzem będącym zarazem fragmentem książki. Trochę denerwowało mnie to notoryczne powtarzanie tych samych zdań, więc po pewnym czasie przestałam zwracać uwagę na to, co znajduje się pod zdjęciem. Język? Łatwy w odbiorze, bez wyszukanych zwrotów - po prostu krótka, ale za to  rzetelna relacja z podróży. Recenzując pierwszą książkę Pani Beaty wspomniałam o tym, iż język, którym się posługuje jest "mało literacki". Teraz myślę, że jednak taki sposób pisania to siła, a nie słabość autorki. Prostota przekazu jest największym atutem tej publikacji. 

Książka powinna spodobać się miłośnikom serii "Dzienniki z podróży". Jest to mini-powieść na jeden wieczór, która raczej nie pozostanie w pamięci czytelnika na dłużej. Decyzję o tym, czy chcecie sięgnąć po „Blondynkę w Tanzanii” musicie podjąć sami, ja nie będę Was ani namawiać, ani też zniechęcać. 


 Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu G+J. .
Książka  zaliczana do wyzwań :

  •  52 Książki.
  •  Czytamy serie  wydawnicze.




czwartek, 12 września 2013

133. Piotr Kraśko Alaska - świat według reportera.

  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 94
  • Gatunek:reportaż.
Alaska - największy spośród wszystkich stanów USA, graniczy z Kanadą (od wschodu) i z Rosją (od zachodu). To właśnie tam wybrałam się sięgając po kolejną mini powieść z serii "Świat według reportera". Tym razem czytelnicy mogą dowiedzieć się czegoś więcej o jednym z najzimniejszych regionów świata. Co konkretnie znajdziemy w tej niewielkiej objętościowo książeczce? 

Jest tam sporo faktów historycznych, odwołań do USA, fragmentów dotyczących warunków życia i zwierząt występujących na Alasce. Jesteście ciekawi jak wygląda tam nauka? O tym też będziecie mieli okazję przeczytać. Do tego dochodzą małe, aczkolwiek ciekawe, zdjęcia prezentujące to, co chwilę wcześniej zostało opisane. W tej książce pan Piotr nie skupia się na konkretnych szczegółach, lecz przekazuje sporo ciekawostek z różnych dziedzin życia. Mnie najbardziej podobały się rozdziały, w których czytałam o wyścigach psich zaprzęgów oraz o "szkole". Jeśli chodzi o styl pisania, to nie mam zastrzeżeń. Szkoda tylko, że książka nie ma choć kilku stron więcej. 

Mogę polecić ją wszystkim miłośnikom literatury podróżniczej oraz tym, którzy poszukują ciekawostek o Alasce i lubią książki pisane przez dziennikarzy. To lektura z gatunku tych, które  może nie zapadają głęboko w pamięć czytelnika, ale pozwalają miło spędzić np. chłodny jesienny wieczór. Sama mam w planach zapoznanie się z kolejnymi pozycjami  Piotra Kraśko i Ciebie, drogi czytelniku, również do tego zachęcam.  

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Wydawnictwu G+J .

 Książka zaliczana do wyzwań : 
  •  52 książki 2013. 

  •  Czytamy serie wydawnicze.




wtorek, 10 września 2013

132. Martyna Wojciechowska Kenia

  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2012
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 127
  • Gatunek: literatura podróżnicza

Martyny Wojciechowskiej raczej nie trzeba nikomu przedstawiać. Jej podróżnicze dokonania są naprawdę imponujące. Poza zwiedzaniem kolejnych ciekawych miejsc, zajmuje się wychowaniem córki, pisze książki i prowadzi własny program "Kobieta na krańcu świata". Pokazuje w nim, jak wygląda życie kobiet w różnych częściach świata. 
W  książce "Kenia" mamy okazję poznać historię siedemdziesięciopięcioletniej Daphene Sheldrick. Kobieta jest założycielką „sierocińca" dla słoni. Każdy zwierzak, który tam trafia ma zapewnioną troskliwą opiekę i przede wszystkim jest zupełnie bezpieczny. Do ośrodka trafiają słonie w różnym wieku i z różnymi schorzeniami. Nie każdemu można pomóc, jednak pracownicy robią wszystko ,aby ich małym przyjaciołom niczego nie zabrakło.

Poza historią, której głównymi bohaterami są afrykańskie zwierzęta, w publikacji znajdziemy również sporo dobrej jakości zdjęć ilustrujących to, o czym kilka chwil wcześniej przeczytaliśmy. Są tam także ciekawostki o Kenii oraz przydatne informacje dla wszystkich tych, którzy chcieliby ten kraj kiedyś odwiedzić.

Chociaż  doskonale pamiętam ten odcinek programu z TV, to i tak miło było sobie go przypomnieć. Książka została wydana w małym formacie, tak zwany pocket, więc jeśli tylko chcemy, możemy ją mieć zawsze przy sobie. Jest dość  krótka, czyta się ją bardzo szybko. To coś w sam raz dla osób, które interesują się podróżami i lubią od czasu do czasu poczytać o zwierzętach. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję wydawnictwu G+J. 
Książka zaliczana do wyzwań : 
  • 52 książki 2013. 
  • Trójka E- pik 2013 sierpień - książka, której jednym z głównych bohaterów jest zwierzę. 


  •     Czytamy serie wydawnicze. 
 

czwartek, 5 września 2013

131. Beata Pawlikowska Blondyka w Tybecie.

  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2010
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 94
  • Gatunek: literatura podróżnicza


"Historia Tybetu to najbardziej poruszający przykład ataku na niewinność, dokonany przez wrogą armię żołnierzy".

Drodzy Czytelnicy, Drogie Czytelniczki, z czym kojarzy Wam się Tybet? Gdy ja osobiście, słyszę to słowo, przed oczami stają mi małe afrykańskie dzieci, które od najmłodszych lat  były zmuszane do niesamowicie ciężkiej pracy, widzę ich smutne, pełne łez oczy.  Mieszkańcy tego zakątka świata nie wiedzą czym jest wolność, bo to Chińczycy decydowali i nadal decydują o ich losie. Właśnie tam dość  niespodziewanie wybrała się dziennikarka, pisarka i podróżniczka w jednym. Tytułowa Blondynka czyli Beata Pawlikowska na co dzień  prowadzi własną audycję w Radiu Zet, a gdy nie pisze, podróżuje poznając kolejne nowe  państwa.  

Książka o kraju Dalajlamy choć objętościowo niewielka, to i tak zawiera sporo ciekawych informacji. Dużą jej część stanowią świetne zdjęcia, na których możemy zobaczyć tybetańskie dania, świątynie czy miejscową ludność. Autorka opowiada również o tym, ile znaczy dla tamtejszych ludzi ich religia (buddyzm). Wierzą oni bowiem, że istnieje tak zwane życie po życiu. Przyznam, że fragmenty mówiące o reinkarnacji dość mocno mnie zainteresowały. Spodobał mi się również rozdział mówiący o duchowym przywódcy opisywanej krainy. Skąd w ogóle wzięła ta nazwa, dlaczego tamtejsi mieszkańcy tak długo izolowali się od świata, jakie potrawy jedzą na co dzień i czy uprawiają jakiś sport? Tego i wiele więcej, dowiecie się sięgając po pozycję literacką napisaną przez Panią Beatę.  Globtroterka w swojej mini powieści poza zdjęciami, zamieściła również własne rysunki  (podpisane fragmentem tekstu). Jednak moim zdaniem, akurat one są zupełnie niepotrzebne. Niczego nowego nie wnoszą. Wręcz przeciwnie, powodują, że powieść momentami przypomina bajeczkę dla najmłodszych. Dodatkowo na niekorzyść powieści przemawia język, którym posługuje się Pawlikowska. Jest on jak na mój gust, zbyt prosty i mówiąc delikatnie mało literacki. Pomimo wyżej wymienionych mankamentów uważam, że jest to całkiem interesująca książeczka. 

Czy ją  polecam? Tak, ale nie wszystkim molom książkowym. Spodoba się ona przede wszystkim sympatykom autorki i wszystkim, którzy lubią literaturę podróżniczą. Jak już wcześniej wspomniałam, na kartach powieści znajdziecie sporo ciekawostek i będziecie mogli dowiedzieć się czegoś o Tybecie oraz obejrzeć kolorowe fotografie pokazujące tamtejsze tradycje, domy i życie codzienne w  kontrolowanym, dość biednym i co by nie mówić, niebezpiecznym miejscu świata. Krótko mówiąc, jeśli macie ochotę na krótką, co prawda tylko literacką, ale zawsze podróż  w nieznane przeczytajcie „Blondynkę w Tybecie”. Jeśli nie, do niczego nie zmuszam, zdecydujcie sami. 
Źródło cytatu :
 1. Beata Pawlikowska, Blondynka w Tybecie, Wydawnictwo G+J, Warszawa 2010, s.73. 



Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu G+J. 

Książka zaliczana do wyzwań : 
  • 52 książki 2013r. 

 

  •  Czytamy serie wydawnicze . 

piątek, 23 sierpnia 2013

128. Piotr Kraśko Francja świat według repotera.




  • Wydawnictwo: G+J
  • Rok wydania: 2011
  • Oprawa: miękka 
  • Ilość stron: 93
  • Gatunek: reportaż 

Piotr Kraśko. Czy jest ktoś, kto nie zna tego dziennikarza i prezentera? Jeśli tak, to przypomnę, że jest on jednym z gospodarzy głównego wydania Wiadomości. W przeszłości  relacjonował najważniejsze wydarzenia z Rzymu, Waszyngtonu, Londynu, Afryki czy Azji. Był także w Japonii, a 10 kwietnia 2010 r. zrelacjonował wydarzenia tuż po tragicznej katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Te wszystkie wyprawy zaowocowały wydaniem serii książek pt. „Świat według reportera”. Każda z nich daje nam możliwość, aby choć na chwilę, przenieść się w miejsce, które znamy jedynie z telewizji czy gazet.


Pierwszą powieścią z tego cyklu po jaką sięgnęłam, była ta dotycząca Francji. Kraj ten, od zawsze kojarzył mi się z rewolucją i dość dziwną kuchnią. Jego język brzmi jak poezja, a historia też ma w sobie wiele tajemnic. Dziennikarz pokazuje państwo ze stolicą w Paryżu od trochę innej strony. Książka ta, to nie przewodnik po francuskich miasteczkach, lecz dziennikarskie zapiski, anegdoty i ciekawostki. Czego można dowiedzieć się z tej niewielkiej książeczki? Kilku rzeczy. Poczytamy między innymi o francuskich restauracjach i cenach oraz zwyczajach jakie tam panują. Cofniemy się do czasów panowania Marii Antoniny, rewolucji i odsieczy wiedeńskiej. Uzyskamy też odpowiedź na pytanie, dlaczego tamtejsi  obywatele udają, iż nie znają języka angielskiego? Jest tam też kilka polskich akcentów, ale aby nie odbierać Wam przyjemności z czytania, nie napiszę o co, ani o kogo dokładnie chodzi. Wszystkiego tam po trochę. Jest odrobina historii, szczypta kultury oraz polityki. Dziennikarz najbardziej skupia się jednak na tamtejszej kuchni. Pisze o specjałach typu  rogaliki, trufle czy żabie udka. Pokazuje, jak ważny jest dla Francuzów ten aspekt życia. Przedstawia ich jako niekwestionowanych mistrzów sztuki kulinarnej, którzy celebrują każdy posiłek, starają się, aby był idealnie dopracowany i smakował wszystkim, nawet najbardziej wybrednym gościom. Swoją drogą przyznam szczerze, że nie miałam pojęcia, iż Francuzi mają takiego hopla na punkcie jedzenia i własnych restauracji. Książka zawiera sporo  fotografii ilustrujących nam to, o czym chwilę wcześniej mieliśmy okazję czytać. Została napisana lekkim, typowo dziennikarskim stylem. Czasami podczas czytania miałam wrażenie, że autor zbiera informacje do materiału, który będę mogła obejrzeć w serwisie informacyjnym. Może to zabrzmi śmiesznie, ale oczami wyobraźni już widziałam tę relację na szklanym ekranieJ. Autor spisał się całkiem dobrze, choć tytuł mógłby sugerować, że książka jest reportażem z prawdziwego zdarzenia, że pan Piotr poprowadzi nas palcem po mapie i pokaże nie tylko restauracje, ale także inne ciekawe miejsca i oblicza Francji (zabytki, literatura, historia czy mentalność mieszkańców). Tego zabrakło mi tutaj najbardziej. Mamy co prawda dość ciekawą opowieść, ale dobrze brzmiący tytuł serii sprawił, że oczekiwałam czegoś więcej. Chociaż to pierwsze spotkanie z pisarstwem Piotra Kraśki nie było do końca udane, to i tak mam ochotę sięgnąć po kolejne jego książki. Chcę znów na kilka godzin wybrać się w podróż do któregoś z europejskich, i nie tylko, krajów.
  
Napisałam kilka słów o minusach, a czy znajduję jakieś atuty tej pozycji literackiej? Ależ oczywiście. Pierwszym z nich jest wspomniany już wcześniej styl i język, jakim posługuje się autor. Pisze krótko, zwięźle, a co ważne, na temat i bez zbędnych dygresji. Wszystko zostało przedstawione bardzo obrazowo i dokładnie. Każde słowo jest tam, gdzie być powinno. Kolejny mocny punkt, to świetne kolorowe zdjęcia, choć podpis pod nimi mógłby być nieco inny. Zabieg, który zastosował  Kraśko, czyli umieszczenie pod fotką fragmentu wcześniej czytanego tekstu, jest mało oryginalne i działa raczej na jego niekorzyść. „Francja świat według reportera”, to książka, którą czyta się w ekspresowym tempie. Rozdziały są krótkie, ale treściwe i całkiem dobrze napisane. Gdyby tylko dziennikarz zachował odpowiednie proporcje i opowiedział jeszcze o kilku innych rzeczach, byłabym w pełni usatysfakcjonowana. Wyszedłby z tego super reportaż, a tak  jest to cieniutka publikacja ze sporą liczbą anegdot i ciekawostek, ale nic poza tym. Taki wstęp, przystawka do prawdziwej relacji o Francji. Dla jednych będzie to „odgrzewany kotlet”  udekorowany dobrymi zdjęciami, czyli informacje, które już gdzieś słyszeli, a inni po lekturze będą  naprawdę zadowoleni. A jak jest ze mną? Plasuje się gdzieś pośrodku. Czytało się szybko i przyjemnie,  czegoś się jednak dowiedziałam, ale czuję niedosyt. Liczyłam na więcej. 

Za egzemplarz recenzyjny dziękuję  Wydawnictwu G+J. 

  •  52 książki 2013 
  •  Czytamy serie wydawnicze. 


 







poniedziałek, 22 lipca 2013

121. Peter Alison Ucieka tylko jedzenie.



Peter Allison - podróżnik, przewodnik, fotograf, człowiek z pasją. Jego największą miłością są zwierzęta. Od ponad dwudziestu lat opowiada turystom o tym, co dzieje się w afrykańskim buszu. Ponadto udziela się charytatywnie wspierając młodzież, która stara się dbać o środowisko.  Swoją przygodę z podróżami autor rozpoczął dość spontanicznie w wieku dziewiętnastu lat. Wtedy to, urodzony i wychowany w Sydney nastolatek zamiast kontynuować naukę, postanowił wybrać się do Afryki. Wyruszając na tak odległy kontynent nie zdawał sobie sprawy, że wkrótce pokocha "Czarny Ląd"  tak samo mocno, jak swój rodzinny "Kraj Kangurów". Po przybyciu na miejsce, Peter niemal od razu zaczyna odkrywać jak piękny jest ten zakątek globu. Zanim podjął pracę przewodnika, musiał się jeszcze sporo nauczyć. Każdego dnia widział na własne oczy tamtejsze zwierzaki i ich zwyczaje, poznawał zasady  postępowania w  sytuacjach stwarzających zagrożenie. Busz to terytorium, na którym najważniejszym prawem jest prawo silniejszego. To tam młody obieżyświat i świeżo upieczony przewodnik stanął oko w oko z dzikim kotem, rozgniewanym tygrysem czy stadem dorosłych hipopotamów.  Dzikie zwierzęta rodziły się i umierały na jego oczach. Szukały ofiary i chroniły swoje młode.  Allison  stara się pokazać swoim czytelnikom, że safari wcale nie jest tak bajkowe i bezpieczne jak mogłoby się wydawać. Tak naprawdę  afrykański busz jest  miejscem zamieszkania dzikich i szalenie groźnych zwierząt oraz ludzi,  którzy kochają swoją pracę, a także ciekawych, ale czasami trochę nieokrzesanych turystów z różnych stron świata.  To zakątek, gdzie cały czas trzeba być uważnym, mieć "oczy dookoła głowy", bo nigdy nie wiadomo, co się za chwilę wydarzy.

Ucieka  tylko jedzenie to krótka, bo licząca niewiele ponad dwieście sześćdziesiąt stron opowieść. Pamiętnik z podróży pisany dla siebie i przyszłych czytelników. Zbiór kilkunastu  historii (można je czytać w dowolnej kolejności), opis przygód  i tego, jak wygląda codzienne życie w  tak egzotycznym miejscu. Wszyscy, którzy otwierają  książkę,  najpierw widzą to,
co każdy przewodnik  koniecznie musi ze sobą mieć -  mapę terenu. Potem  mimowolnie przewracając kartki, czytając słowo po słowie, zdanie po zdaniu, odkrywamy kolejne tajemnice, poznajemy historie różnych ludzi. Autor niejako oprowadza nas po miejscu,
w którym, gdyby nie powieść, wielu z nas nie miałoby okazji się znaleźć. Swoje interesujące, ale i mrożące krew w żyłach przygody czy wpadki, opisuje z dystansem  (nie przechwala się ani nie umniejsza swoich zasług) i  dużą dawką humoru. Ma lekkie pióro, tak więc książkę czyta się dość szybko. Język jakim posługuje się Australijczyk, również nie jest zbyt wyszukany czy skomplikowany. Pierwszoosobowa narracja, krótkie, ale treściwe rozdziały,   opisy przyrody , które nie nudzą czytelnika i bardzo dobre zdjęcia, to moim skromnym zdaniem największe atuty powieści. Bardziej wybredny  mól książkowy, który chce nie tylko  przeczytać kolejny  polecony mu tytuł , ale też pragnie się czegoś nowego dowiedzieć, również nie powinien być zawiedziony. W książce znajdziemy bowiem także nieco dłuższe opowieści na temat egzystencji  lwów, lampartów, czy słoni. Autor  przedstawia nam życie wszystkich wymienionych zwierząt  jakby "od kuchni". Pisze o tym,  jak w stresowych sytuacjach  reagują hipopotamy, po czym można poznać czy słoń chce z nas zaatakować lub kogo 
najbardziej boi się lew, nazywany często królem zwierząt.

Zatem czytając  tę pozycję, nie tylko dobrze się bawimy, ale też czegoś uczymy. Każdy rozdział, to niczym nowa scena w filmie, następna fascynująca historia, ale nie bójcie się, nie miłosna. Pośród  wielu interesujących relacji z wycieczki na safari, mamy także fragmenty smutne, bo opisujące czyjąś śmierć, niespełnione uczucie czy fanaberie gości, którzy chcą odwiedzić miejsce znane tylko z telewizji lub książek.
No właśnie turyści, autor także i o nich co nieco swoim czytelnikom opowiada. Niektórzy są wymagający, chcą już na początku wyjazdu zobaczyć wszystkie żyjące tu zwierzęta. Marzą być ujrzeć geparda, hienę czy żyrafę. Druga grupa ciekawskich jest bardziej cierpliwa. Woli w ciągu dnia zobaczyć mniej i mieć czas, aby na chwilę się zatrzymać czy zrobić pamiątkowe zdjęcie jakiemuś zwierzakowi. Autor na swojej drodze spotkał także osoby, które widziały już naprawdę dużo, dlatego też ciężko spełnić ich oczekiwania. Jak widać praca przewodnika,
to nie tylko  wyprawy  w nieznane i dzielenie się swoją wiedzą, ale też wielka odpowiedzialność i niepewność czy ci, których się oprowadza będą zadowoleni.

Książka ma mocne punkty, ale posiada również kilka wad, na które ja zwróciłam szczególną uwagę.  O co konkretnie chodzi? Jak dla mnie, posiada ona zbyt małą ilość fotografii. Może pomyślicie, że czepiam się szczegółów, ale moim zdaniem powieść podróżnicza powinna zawierać sporo zdjęć i to nie tylko zwierząt, ale też mieszkańców i całej "załogi". Drugim minusem powieści jest liczba stron, powtórzę się, jak dla mnie, zdecydowanie za mało.
Po zakończeniu lektury pozostaje spory niedosyt. Przewracam ostatnią kartkę i żalem stwierdzam: „szkoda, że to już koniec, bo ja chętnie bym jeszcze trochę o tym rejonie się dowiedziała.

Literatura podróżnicza nie jest moim ulubionym gatunkiem. Jeśli już czytam tego typu pozycje, to zazwyczaj są to powieści naszych rodzimych autorek takich, jak choćby Martyna Wojciechowska (swoją drogą program i książka " Kobieta na krańcu świata " są świetne, polecam). Co więc skłoniło mnie do sięgnięcia po publikację podróżnika z antypodów? Okładka i dość zagadkowy tytuł . Te dwa elementy sprawiły, że postanowiłam zapoznać się
z recenzowaną dzisiaj książką. Czy było warto? Jasne, że tak. Po pierwsze miło spędziłam wolny czas, po drugie przeczytałam coś innego, niż zazwyczaj i po trzecie najważniejsze, miałam szansę bez konieczności wychodzenia  z domu poznać tajniki życia w afrykańskim buszu.

Na  koniec ostatnie  pytania  i odpowiedzi. Czy  polecam tę książkę czytelnikom mojego  bloga i innym molom książkowym? Tak, bo autor ma do opowiedzenia sporo ciekawych rzeczy. Potrafi zainteresować czytelnika, a nie go znudzić. Sporo przeżył, był na miejscu, wiele widział, więc wie o czym i jak powinien pisać. Pytanie  numer dwa: Do kogo adresowana jest książka? Przede wszystkim, jest to lektura obowiązkowa dla miłośników powieści podróżniczych i przygodowych. Myślę, że przypadnie ona do gustu również wszystkim sympatykom Afryki i tym, którzy lubią zwierzęta. Czytelnikom, którzy zdecydują się sięgnąć po utwór Petera Allisona życzę "szczęśliwej podróży na safari". Co do tego, że lektura będzie przyjemna nie mam najmniejszych wątpliwości.




Za egzemplarz recenzyjny dziękuję   Wydawnictwu Hachette. 
Książka czytana w ramach wyzwań: 
  • 52 książki 2013.

  • Czytajmy serie wydawnicze .
  • Wyzwanie Trójka E- pik 2012 - październik literatura przygodowa/podróżnicza. 


czwartek, 13 września 2012

57. Natalia Brożko "Azja moimi oczyma".

Moją opinię o książce poprzedzi kilka słów na temat  samej  autorki.
Natalia Brożko  to 29 letnia  absolwentka  Uniwersytetu Wilhelma  Humboldta w Berlinie(wydział historii i społeczeństwa południowej i południowo wschodniej Azji). Podróże , które zostały opisane w powieści   Pani Natalia odbywała w latach 2004-2011. Celem pierwszej z wypraw było jedno z najbiedniejszych państw  świata - Birma. Podczas miesięcznego pobytu w azjatyckim kraju kobieta na własne oczy zobaczyła panującą tam nędzę. Ujęła ją natomiast ogromna dobroć mieszkańców. Choć sami cierpią głód i nie posiadają praktycznie niczego potrafią dać komuś choć drobny upominek.( pamiątkę lub lokalne przyprawy). Studentka przebywając po raz pierwszy na kontynencie azjatyckim  niemal każdego dnia zastanawiała się  : "Jak można nie mieć nic i jeszcze komuś coś dać? . Potem zrozumiała, że odpowiedź  wcale nie jest trudna do znalezienia. Po prostu "Można ONI to potrafią MY nie". Pierwsza podróż sprawiła iż młoda dziewczyna  pokochała Azję, wróciła zupełnie  odmieniona. Gdy tylko nadarzyła się okazja ponownie wyjechała . Tym razem do Wietnamu  w ramach międzynarodowej wymiany studenckiej. Znów na pół roku opuściła niemiecką uczelnię. W tym czasie  dalej się rozwijała , mogła poznać język , kulturę , tradycje czy też mentalność mieszkańców tamtego regionu. Pomiędzy zajęciami na uczelni odwiedzała warte zobaczenia miasta. Książka zawiera szczegółowe opisy każdego dnia wycieczki. Autorka spotkała na swojej drodze  mnóstwo życzliwych ludzi, nie tylko tubylców, ale też innych obcokrajowców. Choć czasami warunki były ciężkie a  niektóre zakątki rozczarowały ona nie miała zamiaru narzekać Wręcz przeciwnie postanowiła  kontynuować eskapadę. "Skoro już wywiało mnie tak daleko od domu , to warto za jednym zamachem poznać więcej ościennych krajów'.  Jak powiedziała tak zrobiła. Odwiedziła jeszcze Laos , Kambodżę a na końcu Indie. Była w słynnej Kalkucie i kilkunastu innych miejscowościach.  "Azja moimi oczyma " to książka, którą bez cienia wątpliwości nazwać można pamiętnikiem z dalekich podróży.  Tytuł  potwierdza , że wszystko o   czym czytamy w niniejszej publikacji opisane zostało z perspektywy podróżnika, osoby , która szczerze bez żadnych ubarwień  opowiada o tym jak się żyje na egzotycznym lądzie . Autorka  mówi o  licznych często dziwnych dla cudzoziemców a zwłaszcza europejczyków  zwyczajach i sytuacjach. Wspomina różne przygody oraz górskie wędrówki. To jednak nie wszystko . Reszty dowiecie się w trakcie lektury.  W książce znajdziecie sporo cennych fotografii. Zostały na nich pokazane zabytki  , sposób świętowania ale przede wszystkim codzienne życie tubylców. Dzięki zdjęciom będziecie mogli    zobaczyć jak wygląda typowy most w Birmie,  ruch uliczny w Wietnamie bądź  stolica Indii.
Jest to pozycja obowiązkowa dla moli książkowych lubiących powieści  podobne do tych tworzonych przez Martynę Wojciechowską lub Beatę Pawlikowską.  Odległe zakątki globu przedstawione w  interesujący sposób . Nic tylko czytać.
Za egzemplarz recenzyjny dziękuję Warszawskiej Firmie Wydawniczej.



niedziela, 15 stycznia 2012

10 .Martyna Wojciechowska Kobieta na krańcu świata.





Zawsze ciekawiły mnie książki będące relacją z jakiegoś wydarzenia czy reportażem z podróży do egzotycznego  kraju. Dlatego kiedy w moje ręce trafiła    opowieść znanej dziennikarki  bardzo się ucieszyłam. Martyna Wojciechowska  od lat związana jest z telewizją TVN. Zdobyła to  o czym wielu  miłośników górskich wędrówek z pewnością marzy czyli Koronę Ziemi.

Kobieta na krańcu świata to pierwsza  cześć wspomnień    z wyprawy, która rozpoczęła się dokładnie  w październiku 2009r. Reporterka w poszukiwaniu bohaterek do swojego programu przemierzyła  prawie całą  kulę  ziemską. Odwiedziła Argentynę Wenezuelę Zanzibar  czy jeden z najbiedniejszych zakątków świata Boliwię a także inne  bardzo odległe dla europejczyków kraje.  Książka  składa się  z  reportaży  pokazujących te miejsca i ich kulturę.
Każda z  kobiet  ma inną na swój sposób wyjątkową historię. Wszystkie muszą walczyć o to aby ich życie  stało się choć odrobinę lepsze . Niektóre     wiele poświęcają  chcąc zapewnić  swoim najbliższym to czego najbardziej potrzebują. 33 letnia Carmen Rojas   aby utrzymać rodzinę musi  stoczyć na ringu walkę  z dużo silniejszymi od siebie.
 Jej  historia pokazuje  jak trudne jest życie w krajach trzeciego świata. Tam nikt nie  ma pewności  następnego dnia wróci bezpiecznie do rodziny?,obudzi się żywy. ?   ,a może już we śnie jego serce przestanie bić?Panują  tam określone zasady  , których łamanie   może skończyć się tragicznie .
 W takich   miejscach nie każdy ma możliwość sam  zadecydować o swojej przyszłości  . Potwierdzeniem tych słów jest ten oto cytat” To nie była moja wola, tylko moich rodziców” jak i cała historia   14latki z Namibi.
Musiała ona  poślubić  kompletnie obcego mężczyznę. Nie mogła protestować  bo i tak nikt nie liczy się jej zdaniem. Mimo iż miała setki pytań  na żadne z nich nie uzyskała odpowiedzi.   Chociaż  wiedziała , że żyjąc w tym związku nie będzie obdarzona prawdziwą miłością   i nigdy nie poczuje się naprawdę  szczęśliwa     zmuszona była  postąpić tak jak nakazuje miejscowe prawo.

Wojciechowska zamieściła  w swojej książce jeszcze kilka niesamowitych historii. Dodatkowym plusem tej  publikacji są fantastyczne zdjęcia. Dzięki nim czytelnik może  zobaczyć to co wcześniej zostało opisane słowami lub o czym autorka   opowie na kolejnych stronach .  
Pani Martyna nie jest może mistrzynią słowa pisanego, ale jest świetną dziennikarką . Z ogromną empatią opisuje losy napotkanych na swojej drodze  osób,  od początku wzbudza   sympatie czytelnika. Nie stara się  na siłę   „ kolorować” opisywanych  zakątków.   Po prostu mówi o tym to co tam zobaczyła   pokazując jak wygląda ludzkie życie   w miejscu gdzie niewielu miałoby odwagę i ochotę  się znaleźć. Ostatnia część zatytułowana Kulisy , również  jest  ważna .Dzięki niej możemy dowiedzieć się jak  wyglądały przygotowania do kolejnych etapów podróży . Została  tam przedstawiona cała ekipa , która    również  przyczyniła się do sukcesu jakim zakończyła się ta wyprawa .


Kobieta na krańcu świata nie jest typową  książką podróżniczą czy tylko reportażem z egzotycznej wycieczki. To coś więcej.   Znajdziemy tu historie  po , których przeczytaniu zapewne wielu z nas w głębi duszy podziękuje , że mieszka w takim kraju jak Polska. Czasem ludzie  mówią „   Czegoś mi brakuje”. Książka Martyny Wojciechowskiej  potwierdza, że nie wszyscy mogą cieszyć się prawdziwą wolnością a prawa ludzkie w wielu regionach świata nigdy nie były nie są i nie wiadomo czy kiedykolwiek będą przestrzegane. To pozycja  z gatunku tych po, które naprawdę warto sięgnąć . Dzięki niej możemy przekonać się jak ważne  są dary , które otrzymaliśmy. To publikacja  niezwykle dobitnie  pokazująca  słuszność  tezy:   To czy będziemy  czuć się naprawdę szczęśliwi nie zależy od ilości posiadanego majątku   czy  marki samochodu, lecz od nas samych. To nasze działania są o wiele ważniejsze. Każdego dnia   mamy za zadanie robić kolejny krok aby w przyszłości poczuć się  spełnionym.     Trzeba starać się uszczęśliwić nie tylko siebie , ale również innych.  Według mnie ta książka niesie ze sobą takie właśnie  przesłanie. Chcesz  dowiedzieć się czy masz podobne a może trochę inne odczucia? Zapraszam do lektury .